Fałsz 2015 AD

Fałsz ewoluuje. Przystosowuje się do warunków zewnętrznych, jak organizm w procesie ewolucji.
Fałsz to nie to samo, co kłamstwo. Kłamstwo to rozmyślne dystrybuowanie informacji nieprawdziwych. Ma podstawową wadę – wykrywalność. To ogranicza znacznie użyteczność kłamstwa. Można sobie na nie pozwolić w sytuacji kontroli dostępu okłamywanych do informacji, jak np. obecnie w Korei Północnej. Szeroki dostęp do informacji zapewniany przez wszechdostępny internet i smartfony z kamerkami znacznie ograniczył pole użytecznego stosowania kłamstwa.

W jednym z odcinków swojego programu Cejrowski w małej mieścinie w Stanach opowiadał, że tam praktycznie nie ma przestępczości, ponieważ zwyczajnie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Złodziej ukradnie sukienkę Mary i nie ma komu jej sprzedać, bo wszyscy wiedzą, że to sukienka Mary. Hipotetyczny klient kupując sukienkę Mary wie, że wszyscy wiedzą, że to sukienka Mary, więc natychmiast zdemaskowałby się jako współuczestnik w procederze kradzieży. Stąd kradzież nie ma sensu.

Podobnie jest z otwartym, pełnoskalowym kłamstwem. Stało się ono zbyt nieopłacalne, aby mogło spełniać skutecznie swój cel. Jednakże zapotrzebowanie na tumanienie ludzi nie zmalało, więc kłamstwo wyewoluowało.

W wielu obszarach rzeczywistości daje się obecnie zauważyć specyficzny rodzaj fałszu. Polega on na wybraniu prawdziwego elementu z całości i eksponowaniu go tak intensywnym, żeby stał się w umysłach synonimem całości. Szkolnym przykładem takiego fałszu jest zbitka “klechy-pedofile”. Oczywiście są klechy pedofile, ale jeśli się pomija uczciwe relacjonowanie całości populacji klechów, a trąbi uporczywie o fragmencie, to tyle całkowicie wystarczy, żeby w świadomości statystycznego intelektualnego lenia zaprogramować stereotyp “klechy-pedofile”.

Ten rodzaj rozpowszechniania fałszu wydaje mi się obecnie być chyba nawet i dominujący na polu manipulowania świadomością. Okruchy prawdy, przeeksponowane do rozmiarów karykaturalnych, często również okraszone insynuacjami, niedopowiedzeniami, sugestiami i efekt spełnia oczekiwania fałszosiewców.

Ważne jest również, aby zrozumieć, że to metoda, która żyje swoim własnym życiem w tym sensie, że tak dobrze trafia w ułomności ludzkich umysłów, że nierzadko nie musi być żadnych zleceniodawców stojących za obserwowalnymi przypadkami działania metody. Ludzie często powielają ją bezwiednie, albo nawet w dobrej wierze. Możliwe, a wręcz nagminnie częsta jest synergia obu przypadków, działających na zasadzie podobnej do pożaru lasu – podpalacz roznieca ogień w jednym miejscu, zaś sama natura łatwopalnych drzew sprawia, że ogień fałszu rozprzestrzenia się całkiem daleko. “Ignorancja to siła” – Orwell miał rację.

Receptą na radzenie sobie z takim fałszem jest dbanie o kompletność. Niczym deja vu w “Matrixie”, brak kompletności jest doskonałym indykatorem fałszu opartego o (często celową) niekompletność. System jest przygotowywany pod przeciętnego, kiepskokrytycznego konsumenta informacji i odrobina intelektualnej proaktywności wystarcza na rozbrojenie tej konkretnej miny.

Advertisements