25 lat wolności z Bolkiem na karku

W ramach płazowania chamstwa, które niezasłużenie wpełzło na pozycję elit nie rozumiejąc zadań elit i próbują się ratować zabobonami wychwalania Bolęsy wyszedł mi mimowolny tryptyk.

1) Pycha kroczy przed upadkiem.

Mieliście Chamy Złoty Róg uwłaszczonego przemysłu, monopolu w “zaprzyjaźnionych” mediach, agentury w Kościele, na uczelniach, pasożytniczą lojalność udzielnych księstw prawniczych, ordynatorskich, akademickich, przychylność zachodniego lewactwa i putinowskiej satrapii i z tego wszystiego z racji waszej pychy i głupoty zostaje się wam coraz bardziej jeno sznur.

I dokładnie z powodu ograniczeń umysłów skutkującego możliwością prowadzenia jedynie procesów powierzchownie myślonaśladowczych jeno sznur będzie się ostawał coraz bardziej i coraz mniej będziecie rozumieć dlaczego, bo przecież rzekomo rozum, klasa, estetyka, dziejowa słuszność stały po waszej stronie, więc jak to możliwe że jakiś mały zakompleksiony gnom wam to – ubermenschom – odebrał. (Znaczy zadalibyście sobie to pytanie, gdybyście mieli ze 3 poprawnie działające szare komórki, ale już dawno je wszystkie sprostytuowaliście na rojenia o własnej wielkości – vide zakonnica w ciąży na pasach).

Jesteście pierdnięciem, które po 25 latach smrodzena w zamkniętym pomieszczeniu (które to smrodzenie wprawiało was w niesłuszne przekonanie, o jakieś wyższości) w końcu rozwiewa się z powodu najzwyklejszego otwarcia drzwi.

Wybraliście los prostytutek i jak prostytutki kończycie.

2) Dziki Ciemnogród

Ten Ciemnogród to są zwykli ludzie których Bolek z kumplami starali się po 1989 utrzymywać w Apartheidzie w którym to Apartheidzie Bolek z kumplami byli uprzywlejowanymi Białymi, a Ciemnogród był Murzyństwem. Murzyństwem które miało na zawsze nie wychylać nosa ze swoich bantustanów, a najlepiej przestać istnieć.

Pojawił się jednak Nelson Kaczella i ten paraoligarchiczny neofeudalizm, który sobie próbowaliście uwić trafia szlag, co się rozmaitym przekonanym o swojej nadrzędnej i oczywistej lepszości nie podoba.

Nawet wołania o elementarną sprawiedliwość, którą z hasłami Solidarności na ustach ordynarnie kurwiliście i kurwicie nie potraficie odróżnić od “nianawiści” – tak mocno się od rzeczywistości z powodu pychy odspawaliście.

Ciemnogród woła o to, o co wołała Solidarność, a wy załgańcy przeszliście na ówczesne pozycje komuchów, o ile nie byliście na nich od samego poczatku uprawiając jedynie Ketman. Wedle waszej retoryki to wykorzystywane społeczeństwo upominające się o to by państwo spełniało swoje zadania wobec niego, a nie zabezpieczające wyłącznie wasze interesy jest znów warcholstwem (ciemnogrodem, kibolami, naziolami), które nie rozumie światłości elit.

Historia się powtarza – świnie z farmy Pana Smitha coraz trudniej odróżnić od ludzi.

3) Nienawiść

Mnie natomiast zawsze fascynowało uwielbienie rzekomych elit dla najgorszego prostactwa, chamstwa i barbarzyństwa – vide fascynacja zachodnich intelektualistów sowieckim komunizmem, czy fascynacja GB Shawa eugeniką. Może kiedyś jacyś poważni badacze zgłębią ten fenomen uwielbienia tych, co to by muchy nie skrzywdzili dla zwykłego marginesu.

W przypadku uwielbienia dla LW oczywiście nie można mówić o takich ekstremach jak gułagi, czy gazowanie Cyklonem-B, ale co do istoty zjawisko pozostaje to samo: wycierający sobie twarze łagodnością, humanizmem i innymi wartościami bratają się z kanaliami wypinając pośladki na ich ofiary.

To, że macie na tyle sprytu, żeby znaleźć sobie ludzi do czarnej roboty za was, jak Rysia Cybę, nie czyni z was niewspółsprawców zbrodni, które rozpętujecie lub dajecie im ochronę przed sprawiedliwością.

Advertisements

Uczciwość

To uczciwości chyba najbardziej brak wokół. Uczciwość wyszła z obiegu. Jest nieużywanym staromodnym eksponatem kurzącym się w gablotce wciąż otwartego, ale nieodwiedzanego muzeum nieużywanych staroci.

Uczciwość ma kilka znaczeń. Z jednej strony przywodzi skojarzenia “ekonomiczne” – oddać znalezione, zamiast zatrzymać dla siebie. Owszem – do tego trzeba by dzieciaki w szkole wychowywać zamiast tresować polityczną poprawnością, ale nie tę uczciwość mam  teraz przede wszystkim na myśli. Przede wszystkim na myśli mam uczciwość w komunikacji. Uczciwość rozumianą jako rzetelność i kompletność omawianego zagadnienia oraz niestosowanie w przerabianiu go erystycznych sztuczek. Brak tabu i nieprzypisywanie oponentom niezajmowanych przez nich stanowisk – bo to są obecnie najpowszechniejsze mankamenty dyskursu.

Największy niesmak wzbudza we mnie przykrywanie nieuczciwością Wielkimi Słowami. W obszarze “Kościoła” cholernie powszechne jest chowanie nieuczciwości wycieraniem sobie gęby Miłością lub Miłosierdziem. Bóg mi nie zdaje sprawozdań z tego, co myśli, czy czuje, ale tak zwyczajnie po ludzku wyobrażam sobie, że właśnie takie parszywe manipulowanie wzbudza Jego największe obrzydzenie. Przykuło moją uwagę już dawno temu, że nie ostrzegł nas przed masowymi rzeziami, Hitlerem, Stalinem, Oświęcimiem, Polami Śmierci, Rwandą, ISIS ale ostrzegł nas akurat przed “wilkami w owczej skórze” – strzeżcie się tych, którzy zabijają duszę raczej, niż ciało. Również przykuło moją uwagę, że dokładnie zwykłą uczciwość zademonstrował św. Dyzma – Dobry Łotr. Stwierdził po prostu fakt, że Jezus na swój los nie zasłużył, a obaj łotrowie owszem. Ludzie uwielbiają widzeć w historii o Dobrym Łotrze przede wszystkim miłosierdzie okazane przez Jezusa łotrowi, który na nie nie zasłużył. Dla mnie ta historia to przede wszystkim afirmacja elementarnej uczciwości w wykonaniu Dobrego Łotra. Tak wiem – Zbawienie to Łaska i jakiekolwiek sugerowanie związku przyczynowo skutkowego pomiędzy jakimiś naszymi uczynkami, a dostąpieniem Zbawienia to jest obecnie jedno z bardziej wyklętych w okolicach chrześcijańskich stanowisk, sytuowane w okolicach czegoś tak niestosownego jak wysmarkanie publiczne nosa w rękaw lub obsikanie sobie spodni. Między innymi ten ostracyzm jest praktyczną realizacją nieuczciwości. Wykluczenie. Tabu. Pieprzona pseudochrześcijańska polityczna poprawność.

Retoryczną nieuczciwość uprawia niestety papież Franciszek odnośnie chociażby uchodźców. Nie tylko on. Taka retoryczna nieuczciwość jest normą pośród lewactwa, zatem i katolewactwa. Dlaczego nieuczciwość? Rażąca jednostronność przedstawiania zagadnienia jest nieuczciwością. Wykluczenie z dyskusji posiadanej wiedzy o problemach nieasymilujących się Muzułmanów w świecie Zachodu jest nieuczciwością. Insynuowanie, czy wręcz otwarte przypisywanie “uchodźczym niehurraoptymistom” pobudek rasistowskich, czy nienawiści jest nieuczciwością. Szantaż retoryczno-emocjonalny (masz jakieś zastrzeżenia wobec przyjmowania uchodźców – jesteś napędzany nienawiścią) jest nieuczciwością. A równocześnie jest tak powszechną normą. O ile u lewactwa laickiego taka parszywość postępowania jest jakoś zrozumiała na zasadzie “tradycji” (tak samo, jak zrozumiałe w sensie “nie niespodziewane” jest, że potomek złodzieja zostaje złodziejem, mafioza mafiozem, a szpicla szpiclem) o tyle w przypadku obszarów Kościelnych niesmak wobec takiego postępowania ulega spotęgowania z racji oczekiwania wyższych standardów, niż przeciętne. Jest bardziej niesmaczny na mocy tej samej zasady na mocy której pedofilia klechy bardziej zniesmacza od pedofilii nieklechy. Taki “nachłopskorozumizm”.

Myślę, że wzorem burmistrza Giulianiego z Nowego Jorku, należałoby wprowadzić zasadę zero tolerancji dla nieuczciwości. Oczywiście to marzenia ściętej głowy, bo kto ma niby ją wprowadzić, skoro nawet najwyżej postawione klechy pozwalają sobie rutynowo na nieuczciwości, szczególnie retoryczne. Może jednak “ludzi dobrej woli” jest więcej i uda się przywrócić Uczciwości należne jej miejsce wbrew bezczelnym retorycznym terrorystom strzykającym z brudych od nieuczciwości ust Miłością i Miłosierdziem na lewo i … lewo. Jeśli uprawiasz retoryczny terroryzm jesteś nieuczciwy i nie ma takiej ilości wypluwania z siebie Miłości odmienianej przez wszystkie przypadki, która wydalona z usta zdoła uszlachetnić nieuczciwość terrorystycznego postępowania w uczciwość. Dlatego m.in. do klopa wędruje Kościół Otwarty, którego modus operandi jest codzienna nieuczciwość retoryki i narracji.

Całość

Termin pojawiał się już kilkakrotnie. Całościowość, kompleksowość, kompletność, pakiet.
Jest to jeden z najważniejszych elementów poprawnego myślenia o bardzo daleko idących zależnościach i skutkach, dlatego nie da rady wyjaśnić go za jednym razem.

Spacerowałem w Niedzielę rozmyślając o czymś innym i w zupełnie innym kontekście przyszły mi do głowy pewne ilustracje które będą drobniuteńkim wprowadzeniem do jednego z aspektów całości. Te ilustracje autobus ze ślepym kierowcą i zatruta zupa. Kierowca wraz z autobusem tworzy pewną całość. Ślepota kierowcy czyni cały pakiet kierowca+autobus zagrożeniem, zamiast udogodnieniem. Autobus sam w sobie może być w doskonałym stanie – sprawny technicznie – nowe opony, nowy olej, wymienione klocki hamulcowe, sprawna klima – wszystko na tip top, ale w połączeniu ze ślepym kierowcą owa doskonałość stanu autobusu zostaje całkowicie zniweczona, a nawet zamieniona z potencjalnego bezpiecznego udogodnienia na potencjalną śmiercionośną szkodliwość. Oczywiście kierowcę można wymienić, ale przypominam, że to tylko przykład służący poczuciu pojęcia całości. Kierowca jest właścicielem autobusu powiedzmy i nie ma wałka, żeby go od autobusu oddzielić – założenie na użytek rozmyślań. Z racji tej intuicyjne niedogodności zresztą druga analogia z zatrutą zupą, bo tam sama istota sytuacji utrudnia możliwość izolacji elementu z całości, stąd intuicje same działają lepiej.

Zatruta zupa – sama zupa może być przygotowana po prostu perfekcyjnie – najświeższe warzywa (organik, żadnych nawozów), świeżuteńkie kosteczki na wywar, aromatyczne przyprawy z ekologicznych hodowli, sól himalajska, gotowanie w garnkach Zeptera przez samego Modesta Amaro, czy Jimmy’ego Olivera – znów absolutny tip top. I to tip top może zostać przez jeden niemożliwy do usunięcia ilościowo drobny w całości składnik zamienione w coś śmiercionośnego.

Taka sytuacja rodzi doskonałe pole do manipulacji: w przypadku zupy manipulatorzy mogą (całkowicie zgodnie z prawdą!!!) rozwodzić się nad doskonałością składników zupy, nad pieczołowitością jej przygotowywania, nad niepodważalnym kunsztem kucharzy, nad jakością narzędzi i garów używanych do przygotowania. Wijąc taką opowieść, okraszając ją mnogą ilością szczegółów, rozbudzając wyobraźnię odbiorcy szalenie łatwo wprowadzić go w stan swoistej euforii, w którym ilość pozytywów zaćmi coś, co można łatwo manipulacyjnie ukazać jako nieistotne niedoróbki – oj jedna szczypta nie tego, co trzeba, to przy godzinnym przygotowywaniu arcydzieła przez geniusza nic nie znaczy. To tylko “czepianie się” profana. Tak samo można koncentrując uwagę na autobusie i soczyście o nim rozprawiając, pokazując tomy certyfikatów najwyższej jakości części, regularnych przeglądów czy doskonałej marki, na dodatek kartę odbytych punktualnie podróży i listy zadowolonych klientów sprawić, że ślepota kierowcy będzie się jawiła jako jakiś praktycznie kosmetyczny mankament o randze przepalonej żarowki w tak ogromnym zalewie nie budzących wątpliwości pozytywów.

Całościowość jest absolutnie istotna – rozumienie czym jest obiektywny pakiet (czyli nie sama zupa, ale zupa z trucizną, nie sam autobus, ale autobus ze ślepym kierowcą) i poprawne ważenie istotności składników to znów jeden z absolutnych elementów higieny umysłu, chroniących przed zainfekowaniem manipulacją.

Pewnie mogłem się odwołać do znanego na całym świecie stereotypu “drobnego druczku”, bo powyżej nie poruszyłem właściwie nic ponad to, co ów stereotyp w sobie zawiera, ale to byłby ledwie wprowadzający w błąd wycinek czegoś znacznie ważniejszego. Owszem “drobny druczek” to również przykład na manipulowanie rozkładem ilości informacji – głośna, natarczywa reklama mająca stępić krytycyzm klienta na drobiazgi, które manipulator chce przed klientem ukryć, ale stereotyp “drobnego druczku” żyje zanadto własnym życiem i mimowolnie odciąga uwagę od tego, co jest najważniejsze – od myślenia kategoriami całości. Zachodzi tu swoisty paradoks, ponieważ mimowolnie stereotyp “drobnego druczku” z racji swojego rozpowszechnienia i dobitności przesłania fakt, że jest zaledwie jednym z zastosowań mechanizmu natury ogólniejszej – manipulowania kształtem czegoś, co stanowi integralną całość w celu zaszczepienia w umyśle innego kształtu owej całości, a czasem odwrócenia uwagi, że jakaś całość poza wycinkiem w ogóle jest.

Umysł

Zacząłem dziś pisać o czym innym. Nie spodobało mi się. Nie lubię pisać tekstów w których co i rusz mam wrażenie, że powinienem dodać z tysiąc zastrzeżeń i rozróżnień. Tekst miał być o mentalności, siedzi w Draftach, ale nie podoba mi się.

Jednakże nie ma tego złego. Pisząc o mentalności uderzyło mnie, że często traktuję pewne sprawy za oczywiste (i ileż razy w życiu okazywało się, że wcale dla szerokiego ogółu bynajmniej oczywiste nie jest).

Umysł – umysł składa się generalnie z dwóch obszarów – rozumu i emocji. Oczywiście można jeszcze na przykład wyróżnić instynkty, czy popędy, ale one do świadomości zgłaszają swoje zapotrzebowania emocjami, więc nie ma po co dzielić zapałki na czworo. Jedno zastrzeżenie to zmysły – np. poczucie zimna to nie jest “emocja”. Czasem dlatego zamiast pisać o emocjach pisałem o “odczuciach”, ale to sztuczny podział, bo informacje dostarczane przez zmysły mają relatywnie znikomą wagę same w sobie. Skutkują przeważnie wykonywaniem czynności automatycznych lub nawykowych: zimno, to wkładam dodatkowy ciuch, za głośno – ściszam, albo wychodzę od źródła hałasu. Co najważniejsze dla kontekstu w którym staram się pisać, czyli myślenie i zapobieganie manipulacjom – poczucie zimna jest dla takiego kontekstu praktycznie neutralne, bo nie można go w nim za bardzo wykorzystać. Manipulator nie bardzo może przypisać “zimno” temu, przeciwko komu manipulację snuje.

Walka o pozostanie człowiekiem myślącym odbywa się w umyśle pomiędzy  rozumem i emocjami. Kropka. z tego nie wynika, że każda emocja jest atakiem na rozumność i należy ją traktować podejrzanie, a może wręcz i dążyć do jakiegoś wyprania z emocji w rodzaju “urobotowienia”. Oczywiście, że nie. Nie ma co popadać wobec emocji w panikę (czyli też emocję notabene). Są pewne charakterystyczne obszary emocjonalne i metody stymulowania emocji, które są żerowiskiem dla manipulacji. A po to jest ten blog, żeby dostarczyć czegoś, co sam bym określił jako środków higieny – niczym pasta do zębów, czy mydło, których używanie powinno się stać rutynowym nawykiem, a które niwelują z 95% zagrożeń dla intelektualnego zdrowia, które najczęściej są emocjonalnymi bakteriami lub wirusami. Niespecjalnie wielka filozofia. Nie chodzi o jakieś dogłębne badania, a (w sumie) parę prostych zasad, których używanie zabezpiecza przed zainfekowaniem głupotą, szczególnie indukowaną.

Rozum na nieustannym czuwaniu, rozpoznaje emocje i nie pozwala im na ominięcie go. Emocje mogą (czasem nawet jest to wskazane) przejąć kontrolę nad rozumem, ale to sytuacje ekstremalne – napotkanie dzikiego zwierzęcia w lesie itp. To prawie jak odruchy bezwarunkowe – dotknięcie gorącego czajnika i cofnięcie ręki, które nie zostało wyzwolone świadomą decyzją (“parzy mnie – muszę cofnąć rękę”), a gdzieś tam w rdzeniu kręgowym pewnie. O takich sytuacjach w dniu codziennym nie ma co mówić, bo nie są sytuacjami dnia codziennego w życiu codziennym. No chyba, że ktoś zostanie żołnierzem, albo poświęci się innym ekstremalnym zajęciom prowadzonym w ekstremalnych warunkach dla organizmu/psychiki, ale nie o tym mowa.

Czuwaj i uważaj na to kiedy ktoś/coś stara się wywoływać emocje, szczególnie skierowane przeciwko czemuś lub za czymś – to jest wtedy niemalże pewna manipulacja. Nawyk rozpoznawania “emocjonalnych ataków hackerskich” trzeba w sobie wyrobić, ale znów nie jest to nic wymagającego dziesiątek lat treningów. Nie jest to trudniejsze od dbania o niezainfekowanie komputera – nie otwierać podejrzanych załączników, nie klikać “OK” na dziwnych okienkach, nie instalować nic z podejrzanego źródła itp. Gdy już pewne procedury wejdą w nawyk stają się – no nawykiem właśnie. Jak mycie zębów rano, które się wstaje i robi czasem nawet pół śpiąc.

Rozum czuwa, nie panikuje, w miarę zdobywania wiedzy o szczególnie zagrożonych na ataki rejonach  i metodach ataku wzmaga czujność w przypadku zbliżania się do takich miejsc i tyle. Życie człowieka rozumnego. Nawet nie tyle życie, co intelektualna higiena – warstwa dobrych nawyków, które umożliwiają dopiero życie właściwe.

Podróbki

148453-chinese-forgery

Świat jest pełen podróbek. Zegarki Rolex za 5$, ciuchy markowych producentów robione w Azji, sportowe buty, laczki, kosmetyki, sprzęt elektroniczny, eleganckie torebki, biżuteria, sprzęt AGD, narzędzia. Na jeden egzemplarz oryginalny przypada kilkadziesiąt, kilkaset lub i kilka tysięcy podróbek.

Świat jest pełen podróbek. Jednakże nie chodzi o towary oczywiście. Otóż taka sama sytuacja ma miejsce wobec spraw najważniejszych: prawdy, myślenia, dobra, miłosierdzia, także piękna i miłości, ale dwóch ostatnich nie podejmuję się nawet dotykać w takim blogu.

Podróbka dba o zewnętrzne podobieństwo do oryginału. Ten sam kształt koperty, tarczy i wskazówek zegarka,  ale materiał wykonania i wnętrze to tandetny badziew wykonany byle jak i z byle czego, działający byle jak i psujący się przy byle okazji. Zawartość, jakość materiału, precyzja wykonania, dokładność,  wszystkie te rzeczy które nie są krzykliwe dla zmysłów przy pierwszym kontakcie odróżniają oryginał od podróbki.

Istnieje wiele podróbek prawdy – powierzchownie przypominających prawdę, ale nią nie będących.
Istnieje wiele podróbek myślenia – mimikrycznie przypominających myślenie, ale nim nie będących.
Istnieje wiele podróbek dobra – do złudzenia przypominających dobro, ale nim nie będących.
Istnieje kult cargo nie będący lotnictwem, choć wykazujący wręcz pietyzm w odwzorowywaniu szczegółów oryginału, ale rozmijający się  fundamentalnie z istotą i sednem oryginału.

Najgorszą podróbką jaką znam jest lewactwo. Od razu zaznaczam, że nie śnię nawet o wyczerpaniu tematu p.t. “lewactwo” tutaj. Cały ten blog jest w zamiarze jedną wielką szczepionką i to głównie na lewactwo.

Lewactwo to wielka podróbka myślenia, szlachetności, dobra, prawdy, piękna, miłosierdzia, postępu, wiedzy, zrozumienia, poznania, sztuki – wszystkiego co najważniejsze. Jaskółką czyniącą wiosnę niech będzie stwierdzenie, że lewactwo jest jak pasożyt. Dosłownie. Lewactwo niczego nigdy nie stworzyło, tylko przejmuje nosiciela (jakieś społeczeństwo) i doprowadza go do ruiny albo i śmierci. Im bardziej ma możliwość zrealizować swoje lewackie rojenia, tym bardziej niszczy nosiciela.

Rezultaty, nie chęci, albo droga do przebycia

Bardzo częstym błędem w rozpoznawaniu procesów z udziałem ludzi jest myślenie kategoriami “chęci” lub “zamiarów” zamiast “rezultatów”.
Nie popełniaj go.

Wydaje mi się, że dość dobrą analogią myślenia wobec procesów o charakterze zmiany jest droga do przebycia. Rzeczywistość (raczej zwykle fragment) jest w jednym punkcie P (sytuacja) i zagadnieniem jest zmiana rzeczywistości (raczej zwykle fragmentu) by była ona w innym punkcie Q (znów sytuacja). Zarabiam 2000 miesięcznie, a chciałbym 3000. Ważę  100kg, a chciałbym ważyć 80kg. W państwie dominuje w gospodarce rolnictwo, a warto by dominowała produkcja technologii kosmicznych.

Oczywiście przebycie pożądanej drogi wymaga jakichś środków lub narzędzi. Jeśli chcę schudnąć muszę zastosować jakąś dietę i/lub ćwiczenia. Bez tego oczywiście wciąż będę pozostawał w punkcie wyjścia. Jeśli chcę więcej zarabiać muszę albo zmienić pracę, albo podnieść kwalifikacje itp itd. W przypadku prostych, szczególnie indywidualnych, procesów nawyk myślenia triadą – punkt startowy, narzędzia do zmiany, punkt docelowy – jest niemal nabywany automatycznie. Niestety w przypadkach procesów dotyczących większych grup ten pożądany nawyk astronomicznie często nie zostaje wykształcony. Pokusiłbym się wręcz o stwierdzenie zachodzenia odwrotnej proporcjonalności – im liczniejszy proces, tym mniej myśli o nim we właściwy sposób.

Zamiast triady jest psudomyślenie skoncentrowane na chęciach i deklaracjach. Doskonałym obszarem do zauważenia tego błędu jest obszar polityki. Ludzie przy wyborach (m.in. politycznych) “myślą” partia X deklaruje, że chce A, B, C, partia Y deklaruje, że F, G, H. Ponieważ A, B, C jest fajniejsze od F, G, H, więc popieram partię X. Jeśli myślisz nie ograniczasz się do deklaracji, ale pytasz o metody jakimi A, B, C ma być zrealizowane i starasz się uczciwie ustalić, czy metody rzeczywiście doprowadzą do skutku w postaci A, B, C. Wtedy dopiero możesz podjąć rozsądną decyzję o tym, czy partię X warto poprzeć, czy też może i szczerze chciałaby ona i osiągnąć A, B, C, ale proponowane przez nią metody są nieskuteczne, ale nawet i przeciwskuteczne i spowodują ubytek A, B i C w stosunku do sytuacji startowej.

Nie myśl kategoriami – podobają mi się ich postulaty, więc ich popieram, tylko – do jakich rezultatów prowadzą metody które mają być użyte i czy te rezultaty mi się podobają. Deklaracja chęci nic nie kosztuje, ale jednak z racji lenistwa umysłowego przeciętnego homo (ledwie co) sapiens baaaaardzo często to jest jedyna warstwa w jaką zagłębia się homo (ledwie co) sapiens, szczególnie w przypadku procesów nieindywidualnych. Ludzie bardzo często myślą bardzo racjonalnie w przypadku procesów dotyczących w poważnym stopniu ich osobiście i przestają myśleć racjonalnie w przypadku procesów w których są jedynie kropelką. Myśl według schematu triady: sytuacja A – narzędzia zmiany sytuacji – sytuacja B. Deklaracje chęci można praktycznie zawsze zignorować. Szczególnie w polityce, czy ogólnie procesów społecznych.

Sytuacja

Sytuacja powinna być (zwykle) jednostką myślenia. Sytuacja nie rozumiana wąsko, podobnie jak zdjęcie – czyli uchwycenie jakiegoś stanu chwilowego rzeczywistości. Proces jest również sytuacją. Dużo biednych, mało bogatych i maluteńko klasy średniej w jakimś społeczeństwie jest sytuacją, dużo samochodów elektrycznych i mało spalinowych jest sytuacją, technologie komunikacyjne oparte o parę (transport morski i kolejowy) jest sytuacją, technologie komunikacyjne oparte o silniki spalinowe (samochody, drogi, transport kołowy i lotniczy) są inną sytuacją, społeczeństwo z dużą ilością dzieci są sytuacją i społeczeństwa stare z dużym udziałem osób starszych, a tym samym małym udziałem osób w  młodym wieku są inną sytuacją, przemysł o charakterze dużych skupisk dużych podmiotów (fabryki, XIX-wieczna industrializacja) są sytuacją i przemysł ze znacznym udziałem mniejszych podmiotów (rzemiosło, okres przedindustrialny) są inną sytuacją.

Sytuacje odnoszą się do dziedzin ale mogą również istnieć równocześnie w różnych dziedzinach. Technologia produkcji (fabryki kontra zakłady rzemieślnicze) ma wpływ nie wyłącznie na stan samego rozwoju przemysłowego, ale również na zjawiska społeczne – społeczeństwa przemysłu opartego o duże podmioty (fabryki) wymagały lokalnych skupisk ludzkich ich pracowników, społeczeństwa oparte o produkcję o charakterze rzemieślniczym mogły być bardziej równomiernie rozproszone terytorialnie.

Myślenie to poprawne rozpoznawanie sytuacji, poprawne i kompletne umieszczenie ich w kontekście (również kompletnym) oraz porównywanie sytuacji z sytuacjami alternatywnymi. Przynajmniej jest to ważny dział myślenia poprawnego wobec znacznej klasy zagadnień np. politycznych.

W sytuacji rola ludzi jest znacznie zredukowana i o to chodzi. Wiele rodzajów błędnego myślenia polega na przecenianiu roli ludzi, a szczególnie jednostek. Oczywiście nie jest to reguła absolutna – są sytuacje, w których jakaś pojedyncza jednostka wypełnia całą lub niemal całą sytuację, np. XIX-wieczni odkrywcy jak Pasteur, czy Einstein. Takie sytuacje są jednak w rzeczywistości wyjątkiem, a nie regułą. W przypadku rzeczywistości zmiany biorą się raczej ze zmiany dominacji pakietów memowych w społeczności, aniżeli z działań pojedynczych geniuszy, czy szaleńców.

Staraj się przede wszystkim rozpoznawać sytuację, a dopiero w dalszym planie jednostki ludzkie – to powinien być nawyk, w wyjątkowych sytuacjach zamieniany na myślenie kategoriami jednostek, czy niewielkich grup ludzi. Szczególnie w zagadnieniach w których podmiotem są grupy ludzkie, a nie jednostki. Sytuacja podobna do ‘piramidy’, kiedy to jednostka na szczycie piramidy ma całkowity, albo dominujący posłuch jednostek stojących niżej jest w rzeczywistości relatywnie rzadka i jej znaczenie jest przeceniane. Zwykle poprzez niepoprawne zrozumienie sytuacji właśnie. Niestety nasz umysł ma złą tendencję do koncentrowania się na jednostkach (co wyzyskuje inny rozpowszechniony rodzaj fałszu).

Akcentuję ważność myślenia sytuacjami z kilku powodów. Raz, że system edukacji o wiele za mało ten rodzaj myślenia rozwija. Dwa, że (niestety o wiele zbyt szeroko) rozpowszechnione niedostatki tego sposobu postrzegania rzeczywistości są pożywką dla manipulatorów (fałsz 2015AD 2.0). Jest to niedostatek do nadrobienia. Jest to słabiej rozwinięta partia rozumowania, która wymaga przynajmniej przez jakiś czas, dopóki nie wejdzie w nawyk, szczególniejszej uwagi, bo warunki zewnętrzne o wiele zbyt mało ją stymulują, co ma daleko idące negatywne konsekwencje. Sytuacja przypomina tu powiedzmy praworęczność, czy prawonożność dla piłkarza. Mówimy o poziomie myślenia wyższym, niż wystarczający do życia poświęconego dbaniu o okolice własnego tyłka – czyli o wyższy poziom piłkarski, a tam nie można sobie pozwolić na jednonożność. Może jeszcze lepszym przykładem jest gra na instrumencie – wymaga ona rozwinięcia dostatecznej sprawności w posługiwaniu się obiema rękami, bez tego nie da się uzyskać na instrumencie muzyki, a jedynie rzępolenie. Jeśli się chce poprawnie grać na instrumencie umysłu trzeba podciągnąć partie myślenia z natury rozwinięte słabiej, a taką partią jest myślenie sytuacjami.

Fałsz 2015 AD

Fałsz ewoluuje. Przystosowuje się do warunków zewnętrznych, jak organizm w procesie ewolucji.
Fałsz to nie to samo, co kłamstwo. Kłamstwo to rozmyślne dystrybuowanie informacji nieprawdziwych. Ma podstawową wadę – wykrywalność. To ogranicza znacznie użyteczność kłamstwa. Można sobie na nie pozwolić w sytuacji kontroli dostępu okłamywanych do informacji, jak np. obecnie w Korei Północnej. Szeroki dostęp do informacji zapewniany przez wszechdostępny internet i smartfony z kamerkami znacznie ograniczył pole użytecznego stosowania kłamstwa.

W jednym z odcinków swojego programu Cejrowski w małej mieścinie w Stanach opowiadał, że tam praktycznie nie ma przestępczości, ponieważ zwyczajnie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Złodziej ukradnie sukienkę Mary i nie ma komu jej sprzedać, bo wszyscy wiedzą, że to sukienka Mary. Hipotetyczny klient kupując sukienkę Mary wie, że wszyscy wiedzą, że to sukienka Mary, więc natychmiast zdemaskowałby się jako współuczestnik w procederze kradzieży. Stąd kradzież nie ma sensu.

Podobnie jest z otwartym, pełnoskalowym kłamstwem. Stało się ono zbyt nieopłacalne, aby mogło spełniać skutecznie swój cel. Jednakże zapotrzebowanie na tumanienie ludzi nie zmalało, więc kłamstwo wyewoluowało.

W wielu obszarach rzeczywistości daje się obecnie zauważyć specyficzny rodzaj fałszu. Polega on na wybraniu prawdziwego elementu z całości i eksponowaniu go tak intensywnym, żeby stał się w umysłach synonimem całości. Szkolnym przykładem takiego fałszu jest zbitka “klechy-pedofile”. Oczywiście są klechy pedofile, ale jeśli się pomija uczciwe relacjonowanie całości populacji klechów, a trąbi uporczywie o fragmencie, to tyle całkowicie wystarczy, żeby w świadomości statystycznego intelektualnego lenia zaprogramować stereotyp “klechy-pedofile”.

Ten rodzaj rozpowszechniania fałszu wydaje mi się obecnie być chyba nawet i dominujący na polu manipulowania świadomością. Okruchy prawdy, przeeksponowane do rozmiarów karykaturalnych, często również okraszone insynuacjami, niedopowiedzeniami, sugestiami i efekt spełnia oczekiwania fałszosiewców.

Ważne jest również, aby zrozumieć, że to metoda, która żyje swoim własnym życiem w tym sensie, że tak dobrze trafia w ułomności ludzkich umysłów, że nierzadko nie musi być żadnych zleceniodawców stojących za obserwowalnymi przypadkami działania metody. Ludzie często powielają ją bezwiednie, albo nawet w dobrej wierze. Możliwe, a wręcz nagminnie częsta jest synergia obu przypadków, działających na zasadzie podobnej do pożaru lasu – podpalacz roznieca ogień w jednym miejscu, zaś sama natura łatwopalnych drzew sprawia, że ogień fałszu rozprzestrzenia się całkiem daleko. “Ignorancja to siła” – Orwell miał rację.

Receptą na radzenie sobie z takim fałszem jest dbanie o kompletność. Niczym deja vu w “Matrixie”, brak kompletności jest doskonałym indykatorem fałszu opartego o (często celową) niekompletność. System jest przygotowywany pod przeciętnego, kiepskokrytycznego konsumenta informacji i odrobina intelektualnej proaktywności wystarcza na rozbrojenie tej konkretnej miny.